Pluralizm jednostronny

Pluralizm jest zagrożony, kiedy autorytety opinii, korzystając ze swego medialnego statusu, dowodzą, że pluralizm oznacza tylko taką różnorodność, którą oni tworzyli i zaakceptowali. Nazywam ich wtedy na swój użytek zwolennikami „pluralizmu jednostronnego”.  Ludzie ze statusem autorytetu zachowują się w tym przypadku jak  studenci logiki, którzy na egzaminie na pytanie swojego profesora: ile nóg ma pies, jeśli przyjąć że ogon to też noga? – odpowiadają, że pięć i dziwią się, że oblali egzamin. Oblali słusznie, bowiem logiczne jest, że głupie założenie nie  zmienia rzeczywistości.

Profesor Andrzej Paczkowski to człowiek nobliwy. A nawet więcej, bo nie tylko elegancki i dystyngowany, ale także obdarzony środowiskowym szacunkiem. Słowem, autorytet. Dlatego zaintrygowało mnie, dlaczego ten wybitny Polak chce, by pluralizm oznaczał w pamięci historycznej jednostronne a nie wielorakie  jej funkcjonowanie w polskiej świadomości. Medialne wypowiedzi profesora w czasie równocześnie dziejących się wydarzeń; wakacyjnego odpoczynku, muzułmańskich zamachów i radości katolików ze święta  młodzieży, sprawiły iż pomyślałam o polityce pamięci jako o problemie dzisiaj nie pierwszym, ale też nie  ostatnim.

Niski i niegodny profesora byłby argument, że jego dzisiejsze wypowiedzi mają znamię emocji, związanych ze skutkami nowelizacji ustawy o IPN w tym roku, w wyniku czego profesor przestał być przewodniczącym Rady IPN. Czytając jego komentarze dotyczące PiS i polityki historycznej w Polsce, skupiłam się na tym, by zrozumieć widzenie rzeczywistości, przedstawianej w argumentach profesora. A że nauka nie polega na bezkrytycznym przyjmowaniu, ale na rozumnym przyswajaniu, zaczęłam notować co mówi profesor i zbierać wątpliwości.

Założenie, że pytający profesora dziennikarz, przedstawiając w pytaniu swój pogląd ma racje i zna prawdę jest założeniem błędnym, panie profesorze. Odpowiada pan, profesorze na wszystkie pytania, nawet te jednoznacznie tendencyjne, bezkrytycznie i to mnie dziwi. Pana poglądy szanuję ale nie mogę się pogodzić z tym, że pana zdanie nie dotyczy także pytań, kiedy są głupie lub głupio tendencyjne.

Dziennikarz „Polityki” mówi:  „Zbliża się rocznica powstania Komitetu Obrony Robotników. Czy dowiemy się, że stworzyli go Antoni Macierewicz i Piotr Naimski i tylko im należy się cześć i chwała?”

A profesor na to: „Nie wykluczam, że tak będzie. Lech Kaczyński był z ducha pluralistą, szanował inne poglądy i za jego prezydentury zapewne by do tego nie doszło. A Jarosław wszystko wie lepiej, w sprawie KOR też. Nie sądzę więc, by udało się obchodzić tę ważną rocznicę ekumenicznie i zgodnie z prawdą historyczną.”

Na początek pytanie: czy pan jest na ty z Jarosławem Kaczyńskim czy podświadomie mówi pan w wywiadzie tak jak zwykle w pańskim środowisku o prezesie PiS? Ciekawi mnie to, bo pozory często mylą, a nie chciałabym się rozczarować i nagle odkryć, że pod pozą nobliwości kryje się nieuprzejmość. Wracając do prawdy historycznej dla pana, profesora historii tak istotnej, zadam drugie pytanie: Czy nie taka jest prawda historyczna? Czy nie Antoni Macierewicz i Piotr Naimski tworzyli KOR? Nigdzie nie spotkałam się z ich twierdzeniem, że robili to sami. Zatem skąd pan to  wie, z jakiego źródła, że sobie tylko przypisują założenie KOR? Czy może pan również wskazać kiedy i gdzie twierdził tak Jarosław Kaczyński? Bo znów, jeśli nie potrafi pan przedstawić źródeł, zachowuje się pan nie jak historyk, ale psycholog amator. Chciałabym to wyjaśnić , proszę o odpowiedź, ponieważ jest ona na wagę mojego dalszego szacunku dla pana. A pan,  demokrata, wie, że w demokratycznym porządku politycznym liczy się głos każdego obywatela, więc oczekuję szacunku dla mnie, jak i dla innych. Historia pokazuje, że wiele decyzji demokratycznych, wpływających na bieg historii, zapada dzięki większości, którą czynił jeden  głos (na przykład upadek rządu w Polsce w 1993 roku, wybór generała Wojciecha Jaruzelskiego na funkcję Prezydenta Rzeczpospolitej, etc.). I pytanie trzecie: Czy stać pana będzie na publiczną zmianę zdania o panach Kaczyńskim, Macierewiczu, Naimskim, po skończonych obchodach rocznicy KOR, jeśli okaże się, że pańskie przepowiednie się nie potwierdzą?

Uważam, podobnie jak pan, że różne wydarzenia mają różną tożsamość historyczną, którą należy pokazywać i którą należy szanować. Ale już nie jak pan uważam, że apel smoleński powinien uczestniczyć w naszej polityce historycznej i polityce pamięci na należnych tej narodowej tragedii prawach. Propozycja dla organizatorów łączenia go z obchodami innych historycznych rocznic nie była przymusem. Została tak pokazana przez tych, którzy przypisują politykom złe zamiary i szybko w medialnym obiegu z propozycji przekształciła się w dowód na zawłaszczanie państwa. Takie zachowanie, takie myślenie jest tytułowym „jednostronnym pluralizmem”. Zgodnie z przykazaniem inżyniera Mamonia z Rejsu TW Marka Piwowskiego („ lubię tylko te piosenki które znam”).

Nie zgadzam się z tezą pańskiej rozmowy, że popularyzowanie wiedzy o Żołnierzach Wyklętych ma na celu zastąpienie pamięci o powstańcach warszawskich. Z mówieniem, że jeśli PiS coś robi, to na pewno z myślą by czynić zło. Pan się zanadto „skolegował” z rozmówcą i nie zauważył, że sam został wykolegowany i wszedł w banał patrzenia na PiS jak na wcielone zło. Bez refleksji o tym, że pluralizm, na którym panu tak zależy, oznacza prawo PiS i jego polityków do przedstawiania swoich racji i posługiwania się pamięcią historyczną inaczej, niż robi to pan i rozmawiający z panem dziennikarz.

Przykład? Na absurdalne pytanie: ”Czy to podstawianie Lecha Kaczyńskiego w miejsce Wałęsy może się powieść?”, od razu odpowiada pan zgodnie z atmosferą klubowego spotkania, podczas którego wszyscy obecni mówią jednym głosem, a jeśli nie do końca mogą to „kombinują jak koń pod górę”, by się wpisać w panującą atmosferę i zaczyna pan dowodzić, że nie, Lech Kaczyński nie zastąpi Wałęsy. Bezkrytycznie, jakby nie znając najnowszej historii Polski i faktów, świadczących o tym, jak Lech Kaczyński był niszczony przez media i że to co się teraz wokół pamięci o nim dzieje, nie jest pisaniem historii na nowo, ale dawaniem świadectwa prawdzie, oddaniem mu sprawiedliwości i  właściwego jego zasługom miejsca w narodowej pamięci. I nie chodzi o to, jak sugeruje cytowane pytanie, by historię wypaczyć. Naprawdę uważa pan, że to Lech Wałęsa stworzył Solidarność i sam obalił komunizm, bo panowie Głowacki i Wajda dali temu świadectwo? Ja uważam, że miejsce Lecha Wałęsy określi w historii jego „wczorajsza” zdrada i „dzisiejsze” pełne złości i nienawiści komentarze, a nie tylko przemówienie z bramy Stoczni.

Prawdziwie się pan kompromituje we fragmencie rozmowy, w której mowa o  Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.  Przyznaje pan, że jeszcze przed ostatnimi wyborami opinie o tym, jak przedstawić historię w tym muzeum, były różne. Zaraz jednak przechodzi pan do stwierdzenia, że druga warstwa sprawy jest polityczna: „ Jest ona związana z tendencją obozu PiS do przejmowania wszystkich instytucji państwowych jakie istnieją od stadnin do muzeów, z Zamkiem Królewskim włącznie. Technika jest dość prosta: za pomocą rozporządzenia czy zmian ustawowych likwiduje się lub przekształca daną instytucję, co pozwala zmienić jej kierownictwo”. Ha, jednak boli pana zmiana przewodniczącego Rady IPN. Cóż, ludzkie i zrozumiałe. Ale gorzej z komentarzem. Chce pan dołożyć PiS i oskarża o zawłaszczanie państwa w imię interesu partii. Po pierwsze, panie profesorze, przypominam o „historii bieżącej”, o której pan wspomina, ale już nie o tym, czym było państwo Platformy i jak funkcjonowało. W materiałach naukowców i instytucji, opisujących i badających ten czas, znajdzie pan uzasadnienie dla zmian, które wprowadza PiS. Także personalnych. A jeśli, jak przystało na naukowca, zechce pan poczytać o stadninach jako o szczególnym przypadku, dowie się pan, ile koni przed zmianą w Janowie Podlaskim miało chore kopyta – z zaniedbania.

Mówi pan: „ …Historyk ma w miarę rzetelnie i szczegółowo opisać przeszłość, ma służyć jej poznaniu.” Czy czytając swoje wypowiedzi, oceniające to co robi PiS, bez powiązania z tym, co działo się w Polsce przed ostatnimi wyborami, jest pan historykiem czy politykiem? Nie zauważa pan swojej politycznej amatorszczyzny ?

I dalej pańskie wypowiedzi: „ …A to, jak ten opis jest wykorzystywany w obiegu społecznym, jak tam trafia, to coś innego, co często zupełnie nie zależy od historyków.” I ma pan rację, to politycy prowadzą politykę historyczną. My w PiS wiemy (i nie jesteśmy głupi, choć niektórym z nas pan to sugeruje – o tym za chwilę), że historia broni się ludzkim przekazem. Mimo wielkich wysiłków komunistów prawda o Katyniu czy „wyzwoleniu” przez sowiecką Rosję, prawda o Powstaniu i wiele innych przetrwały na poziomie indywidualnym i grupowym, by teraz, jak w przypadku Żołnierzy Wyklętych, wrócić do historii Polski – nawet jeśli nie wszystkie zdarzenia chcemy równie mocno upamiętniać. Co do sugerowanej przez pana głupoty w PiS. Mówi pan: „ Minister Macierewicz niedawno obśmiewał Amerykę, że ma taką krótką historię. Rzeczywiście ma krótką ale jak ją kultywuje”. Zwracam pana zatem uwagę, że nie  „obśmiewał” , tylko tak przedstawił wypowiedź ministra niezawodny w oszczerstwach Newsweek, a pan bez sprawdzenia źródła bezmyślnie powtarza. Minister mówił, z czego powinniśmy być dumni, że Polacy ze swą republikańską tradycją mają z czego czerpać, by wybierać mądrze i w duchu demokracji, i potrafią to robić bez podpowiedzi z zewnątrz. O jeden czasownik za dużo panie profesorze i pożądane zwycięstwo obróciło się w klęskę.

Twierdzi pan i słusznie : „ Póki żyjemy w systemie pluralistycznym państwo nie może wymuszać jednej narracji historycznej. Może ją preferować, zachęcać do jej respektowania, ale nie może wykluczać tych, którzy się temu nie chcą podporządkować.” Uważam, że tak właśnie postępuje PiS. Choć nieprzyjazne nam środowiska robią wszystko, żeby udowodnić, że jest inaczej, jak wspomniane już uczynienie z propozycji włączenia apelu smoleńskiego do obchodów historycznych rocznic pisowskiego przymusu.

IPN-u dotyczy  ostatni fragment pana publicznych zwierzeń. Krytycznie odnosi się pan do ostatnich zmian i znów przyjmuje za dziennikarzem, że „IPN podporządkowano jednej opcji politycznej.” I w tym fragmencie słychać znowu „pluralizm jednostronny”, który pana dopadł. Przyznaje pan, wręcz się obawia, że IPN po zmianach przekształci  się w urząd do wykonywania zleceń i jednocześnie mówi, że tak nie będzie, ponieważ w nowo wybranym Kolegium jest pana duch – bowiem czterem spośród siedmiu profesorów zasiadających w Kolegium napisał pan pozytywne recenzje w ich przewodach profesorskich. Zabawnie w pana ustach brzmi to wyznanie moralności Kalego.

Beata Mateusiak-Pielucha

wPolityce.pl