Ślepota Władyki. „Profesorze, nie idź tą drogą”

Wyraźnie ślepy na otaczającą go rzeczywistość wydaje się profesor Wiesław Władyka, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego, komentator tygodnika Polityka i radia TOK FM. To specyficzny rodzaj ślepoty, bowiem jest ona zaraźliwa, choć udawana. Dowody tego dają koledzy profesora w Gazecie Wyborczej Michnika, Polityce Baczyńskiego i audycjach Żakowskiego w radiu Tok FM. Chłopcy powinni mieć dylematy podobne tym, jakie przeżywał Jan Himilsbach w czasach kwitnącego Peerelu, kiedy nad ranem wychodząc z właśnie zamykanej knajpy i patrząc na rozgrzebany remont ulicy i chodnika, powiedział: ”Drogi kr…wa budują, a nie ma dokąd iść”. Mówiąc wprost, Himilsbach inspirował, a pan, panie profesorze i przywoływane grono znajomych, wy budujecie byle budować i dlatego nie widzicie, że droga prowadzi donikąd.
W ostatnim numerze czasopisma, z którym współpracuje, profesor zamieścił tekst o autobiografii Jarosława Kaczyńskiego. Od razu powiem, że ja od lat kocham prezesa bezinteresowną, ale nie bezkrytyczną, polityczną miłością, co pewnie zostanie wykorzystane przez nieżyczliwych mi ludzi, więc od razu mówię: ”nie dbam o tendencyjne opinie, a piszę, bo  o polityczne racje tu chodzi”. Jakie? Otóż to!

Profesorze, pan jest od pierwszego zdania tendencyjny i nieszczery. Już na okładce pana pismo zarzuca, że „…w swojej autobiografii Jarosław Kaczyński przedstawia się jako najważniejsza postać wolnej Polski”. Pan i pana czasopismo kpicie, a ja wiem, że to prawda. Dlaczego? – o tym dalej. Po dwóch wojnach światowych i „zimnej wojnie” nie było końca historii, jak chciał hołubiony przez was na początku lat dziewięćdziesiątych Francis Fukuyama (też zresztą profesor). Nie nastał czas powszechnej szczęśliwości i zrozumienia, ale jak zawsze liczyła się siła armii i moc gospodarki. Te wartości ustawiają polityczną hierarchię świata jak zawsze, tak i teraz. Kwestionowana przez pana profesora wielkość polityków tzw. „wolnej Polski” o imionach Lech i Jarosław, a nazwisku Kaczyński, zaczęła się w czasie, kiedy Fukuyama zachwycał świat swoją wizją lewicowej szczęśliwości wszystkich ludzi świata. Bracia Kaczyńscy mówili i pisali, jako jedyni z polskich polityków, by w to nie wierzyć. I to argument pierwszy, by Jarosław Kaczyński miał prawo do mówienia o swoim bracie, jako o wielkim polityku, a i o sobie także, choć tego nie robi. I słusznie, nie musi, ma pana, który w swym zaślepieniu, negując oczywistości, zwraca na nie uwagę i sam pozbawia się racji. Przynajmniej wśród tych, którzy pamiętają początkowe lata III RP. W każdym razie ja pamiętam, już wtedy byłam w PC i słyszałam co i o czym mówi prezes.

Stawiał diagnozę (i to drugi powód, dla którego zasługuje Jarosław Kaczyński na określenie: ”najważniejsza postać wolnej Polski”), że świat jest taki, jaki był w swej istocie i upadek komunizmu zmienił jedynie możliwości wielu państw Europy, co nie oznacza jednocześnie, że te państwa potrafią powstałe możliwości wykorzystać. W przypadku naszego kraju możliwości przed Polakami i dla Polski otwierały się pod warunkiem dekomunizacji i zmiany elit (za głoszenie czego tak znienawidziła braci Kaczyńskich część polskich polityków pookrągłostołowych) i co równie ważne, jak już wówczas twierdził Jarosław Kaczyński, przy równoczesnej obronie chrześcijańskich wartości. Problem bowiem świata Zachodu, tłumaczył, do którego zostaliśmy zaliczeni po „zimnej wojnie”, to konflikt wartości chrześcijańskich z promowanymi na Zachodzie wartościami społecznymi przeciwstawnymi chrześcijaństwu. Teraz po dwudziestu kilku latach widać jasno, że spór Polski z aktualnymi przedstawicielami UE i z Zachodem jest sporem o wartości chrześcijańskie właśnie. Ludzie zaczynają dostrzegać, że zagłada chrześcijaństwa oznacza zagładę Zachodu, a gasnąca pod naporem liberalnej demokracji wiara i moralność chrześcijańska, teraz atakowana również przez radykalnych islamistów, oznacza dla chrześcijan nie tylko spór ideologiczny, ale i fizyczny (co roku ginie ponad 100 tysięcy chrześcijan, zabijanych tylko z tego powodu, że wierzą w Boga, który dał zachodniemu światu moralność i wolność). Brak chrześcijaństwa oznacza upadek podstaw, na których została zbudowana wielkość świta, do którego tak tęskniliśmy w czasach sowieckiego nadzoru, a do którego teraz należymy dzięki uczestnictwu w NATO czy UE. Dlatego warto bronić Zachodu, by nie rozsypał się nasz nowy świat, tak jak świat komunizmu – bronić na zewnątrz przed ekspansją islamu i wewnątrz przed ludźmi burzącymi chrześcijańskie podstawy rozwoju Europy i Północnej Ameryki. Lewica, a za nią wyznawcy liberalnej demokracji chcą, by chrześcijanie wyrzekli się swojej doktryny i przyjęli sposób myślenia narzucany przez wszechobecną poprawność polityczną. Kłopot z tym podwójny, raz dlatego, że jest to głoszenie tolerancji przy wyłączeniu części ludzi czyli chrześcijan jako niezasługujących na tolerancyjne traktowanie, a dwa dlatego, że poprawność polityczna niszczy zdrowy rozsądek. A wtedy świat widać fałszywie. I o tym od zawsze mówił Jarosław Kaczyński.

Myśli pan, profesorze, że to mało, by nazwać polityka wielkim? A który z polskich polityków może pochwalić się tak dalekosiężnym myśleniem o Polsce i Polakach, o naszym zwykłym codziennym szczęściu odkąd mamy „wolną Polskę”? Tadeusz Mazowiecki? Leszek Balcerowicz? Lech Wałęsa? Leszek Miller? Adam Michnik? A może Wojciech Jaruzelski? Kto na Boga? Panie profesorze, proszę się nie kompromitować udawaną ślepotą. I powód trzeci wielkości politycznej braci Kaczyńskich – nasze polityczne uwarunkowania czyli funkcjonowanie pomiędzy Niemcami i Rosją bez poddawania się ich woli. Lech i Jarosław przez lata „wolnej Polski” z niezwykłą stałością mówili o potrzebie istnienia Polski w związku z innymi państwami, także zainteresowanymi ograniczeniem wszechwładzy Niemiec w Europie i europejskich apetytów Rosji. Obu tym państwom zawdzięcza Europa trzy wojny, dwie światowe i jedną zwaną „zimną”. Ponieważ najważniejszym związkiem państw Europy, także dla państw Europy Środkowej, jest UE, bracia zawsze rozmawiali z sąsiadami, ale nigdy nie zrywali z Unią. To, że chcą ją zmienić na korzyść dla Polski, jest często przedstawiane jako nieodpowiedzialne działanie, ale przecież pan się pod taką opinią nie podpisze, prawda profesorze? A może skompromituje pan Uniwersytet Warszawski? Nie wierzę w to, za to w Boga tak.

Wyśmiewany przez pana konserwatywny patriotyzm w imię liberalnej demokracji jest tym, co różni pana od braci Kaczyńskich. Jest pan ślepy na fakt, że liberalizm demokratyczny jest budowaniem dla budowania, a patriotyzm jest zwracającą się z zyskiem inwestycją. Tłumaczy pan, że nasz polski patriotyzm nie mieści się w Unii czy NATO. Czyżby? Wystarczy obie organizację pilnować, by nie naginały w imię ważności interesów państw równiejszych i ambicji reprezentujących je polityków, statutów Unii czy NATO. Tyle i aż tyle chce wyegzekwować dla Polski i Polaków Jarosław Kaczyński. Pewnie, że to się nie podoba i media, opanowane głównie przez liberalne idee, muszą być przeciw. I pan też jest, choć udaje, że to objaw ostrego widzenia, a nie ślepoty, którą ja dostrzegam. Nie chce pan zauważyć kolejnej racji, przemawiającej za wielkością największą w „wolnej Polsce”, którą jest stałość poglądów i głoszonych politycznych rozwiązań, dotyczących nie sprawowania władzy, a racji stanu. Jakby to nie bracia Kaczyńscy ostrzegali długo przed zaborem Krymu i części Ukrainy, że w przypadku Rosji Putina mamy do czynienia z agresorem. Pamięta pan kpiny w mediach tamtego czasu? Pamięta pan Gruzję, zamach, a  po zamachu komentarze pańskich ulubionych polityków? Chciałabym się dowiedzieć, czy pan i pozostali panowie z „trzódki” Żakowskiego odszczekacie dziś swoje kpiny, wchodząc pod stół w studio TOK FM? Pewnie nie, do tego potrzeba czegoś, czego nie macie, myślę o przymiotach prawdziwych mężczyzn.

Co robi teraz Jarosław Kaczyński, by uprawnione było twierdzenie, oczywiście tylko dla niezacietrzewionych, że jest „najważniejszą postacią wolnej Polski”? Pan wie? Jeśli nawet, nie pisze pan o tym ani słowa. Wyręczę pana, bo …lubię Uniwersytet Warszawski.

Siła armii i moc gospodarki! Związek silnej militarnie Polski z NATO i mocnej gospodarczo z Unią. Czy pan nie widzi wielkości takiej polityki? Jeszcze nie, to możliwe, skoro dzisiaj trudno, bez narażenia się na kpiny, głośno mówić o broni nuklearnej w polskim posiadaniu. A trzeba. Skoro Izrael, Iran, Pakistan mają taką broń, dlaczego nie może jej mieć Polska? Bo Niemcy czy Rosja nie chcą? To nie jest bariera dla polskiego polityka, dla męża stanu, ale problem do rozwiązania. Jeśli nie jutro, to pojutrze. Ważny jest cel strategiczny prowadzonej polityki. Reszta to taktyka i działania operacyjne. Tylko silny może być pewny, że nie czeka go nagła napaść. Jest po prostu nieopłacalna. W polityce wiele rzeczy, uznawanych za nierealne, w końcu i tak pojawiało się w rzeczywistości. Polska będzie bezpieczna dzięki swej sile i tylko wtedy, kiedy będzie nią dysponowała, niezależnie od tego, kto będzie rządził w USA i NATO.

I tu problem największy. Jak pogodzić rosnące obciążenia na obronę z rozwojem gospodarczym? Miliony Polaków, którzy pracują poza krajem pokazują milionom w Polsce, że mają prawo oczekiwać podobnego dobrobytu jaki ma Zachód. Tak wygląda dzisiejsza świadomość społeczna w Europie. Poziom życia Polaków jest więc największym wyzwaniem, przed którym stają rządzący, myślący o korzyściach dla rządzonych pomimo budowanej siły armii. Kolejny dowód na wielkość polityczną Jarosława Kaczyńskiego nie polega na tym, że już rozwiązał i ten problem, ale na tym, że przygotował ze swoją partią plan działań, który się z tym problemem może zmierzyć, a nawet więcej, że już się to dzieje. Stąd tyle sympatii prezesa dla wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Czy myśleli i działali w „wolnej Polsce” w ten sposób inni politycy? Kto, panie profesorze? Łaszący się do kanclerz Niemiec i przybijający piątki z władcą Rosji dzisiejszy szef Rady Europy? Wolne żarty.

Niedostrzeganie wielkości politycznych priorytetów Lecha i Jarosława Kaczyńskich i małości działań politycznych ich przeciwników, zabiegających jedynie o władzę i przywileje, także skłania mnie do twierdzenia, że cierpi pan na publicystyczną ślepotę. Dostrzegam i współczuję.

Odmawia pan Jarosławowi Kaczyńskiemu miana najważniejszej postaci wolnej Polski, pozostając w kręgu opinii i schematycznych ocen jego działalności, a co gorsze także pod wpływem od lat budowanego negatywnego medialnego wizerunku. To niewiele jak na pana poziom. Nie jest dla pana intrygujące i inspirujące obserwowanie, jak przy powszechnej i od lat konsekwentnej medialnej nagonce Lech i Jarosław Kaczyńscy walczyli o racje Polski i Polaków, nieraz wypływające dopiero po latach? To kolejny dowód na to, że są to postaci „najważniejsze w wolnej Polsce”.

Zachęcam pana do kibicowania Jarosławowi Kaczyńskiemu w jego politycznej działalności. Może po latach będzie pan tym, który merytorycznymi uwagami przyczynił się do sukcesu Polski. Jeśli zostanie pan dalej tylko jednym z posłusznych Adamowi Michnikowi członków „trzódki” Jacka Żakowskiego, zagra pan tylko bezwolnie napisaną dla pana rolę. Po ludzku martwię się o pana, ponieważ rola komentatora, ciągle powtarzającego te same opinie, bez chwili zastanowienia nad rolą czasu i stałych zmian wokół, jest rolą dla ślepca idącego po remontowanej drodze.

Pointa będzie niestety banalna, powiem za pana faworytem politycznym, bowiem to już polska klasyka polityczna: „Profesorze nie idź tą drogą”.

Beata Mateusiak-Pielucha

wPolityce.pl