Sąd nad sędzią Rzeplińskim. Żyjemy w świecie relatywizowania wartości

Po przeczytaniu w Tygodniku Powszechnym fragmentu wywiadu z profesorem Andrzejem Rzeplińskim pod tytułem „Nie będę sędzią Beaty Szydło”, przyszło mi na myśl że mamy nowego polityka, choć jeszcze amatora. Po następnym fragmencie tekstu, pomyślałam, pan szanowny uważa się za nieomylnego, więc jest jeszcze gorzej, bo obok amatorszczyzny politycznej pojawia się też emocjonalna. Dlaczego gorzej? Bowiem w  pewnym wieku taka poza to już nie kwestia wiarygodności, a smaku. Po kolejnym fragmencie zobaczyłam, jak z wywiadu zaczyna coraz bardziej wystawać, rozpierające go, ego profesora. Profesor: „Jarosław Kaczyński oraz władza ustawodawcza i wykonawcza muszą podporządkować się prawu i konstytucji, bo Polska jest i będzie państwem konstytucyjnym”.
Zdanie to zamyka długi wywód o niemożliwym kompromisie w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Fakt, jesteśmy demokratycznym państwem prawa i  art.10 konstytucji wyraźnie powiada, że władza sądownicza jest równoważna w stosunku do władzy wykonawczej i ustawodawczej. Trybunału Konstytucyjnego nie można zatem, jak chce tego jego szef, postawić ponad rządem lub Sejmem, bo nie pozwala na to Konstytucja RP. Trybunał Konstytucyjny jest wpisany do konstytucji jako organ władzy sądowniczej. Ten wymóg oznacza, że konstytucja również TK zmusza do podporządkowania się prawu.

Kiedy więc czytam, że sędzia Rzepliński mówi: ”… Ktoś próbuje zdewastować jeden z konstytucyjnych organów władzy. Organ, który stoi na straży konstytucji…”, znów tchnie mi to amatorszczyzną i kokieterią dla zwolenników KOD-u i tym podobnych. Tak samo jak we wcześniej zacytowanej wypowiedzi, tak i teraz, widać wyraźnie chęć zmniejszenia roli rządu i Sejmu i kwestionowanie partnerstwa. Tym razem to już nie jest pomyłka, to błąd. Na straży demokracji i konstytucji nie stoi Trybunał Konstytucyjny, ale Prezydent. Art. 126 konstytucji wyraźnie precyzuje, że to „Prezydent czuwa nad przestrzeganiem konstytucji”. Profesor Rzepliński doskonale o tym wie, ale że wywiad jest dla czytelników Tygodnika Powszechnego, a nie prawników, czy zawodowych polityków, więc pan początkujący polityk mówi niecałą prawdę, z nadzieją na uwiarygodnienie siebie. Dowodzi racji za wszelką cenę, nawet za cenę prawdy zawartej w konstytucji. Jakby nigdy nie był sędzią, a zawsze złym politykiem.

Warto zatem przypomnieć, jakie ustanawia konstytucja obowiązki dla Trybunału Konstytucyjnego. Tylko jeden: „badanie prawa pod kątem zgodności z konstytucją”. Nie przypisuje mu roli strażnika konstytucji. To uzurpacja sędziego, przewodniczącego dziś Trybunałowi, jego krok w politykę. Także w momencie kiedy mówi: „…Trybunał ma w pełni demokratyczną i konstytucyjną legitymację. Przecież jesteśmy wybierani przez Sejm”, profesor robi kolejny krok w historię początkującego polityka w todze sędziego. Nie poprzestał na badaniu prawa pod kątem zgodności z konstytucją, ale zaczął pisać nową, podpowiadając PO, by niezgodnie z konstytucyjnymi postanowieniami uzupełniła skład Trybunału Konstytucyjnego w połowie 2015 roku. Sędzia Rzepliński sprowadził prawo do piaskownicy, zapominając, że główną regułą rozstrzygania racji w piaskownicy jest odpowiedź na pytanie: kto zaczął? Oczywiście, że pan odkryte pokazanie tego faktu to kolejny pana błąd prawny i polityczny.

Wracając do powoływania się na wybór przez Sejm. Tu manipulacja tkwi w pomijaniu faktu, że Sejm nie tylko wybiera, ale i organizuje prace Trybunału Konstytucyjnego, czego profesor nie chce za nic przyznać. Jego twierdzenie, że nie bierze tego pod uwagę, jest zwykłym złamaniem prawa. Pan sędzia zapomina, że Trybunał nie może stanowić prawa, a może je jedynie i aż oceniać. Profesor widzi art.190 konstytucji, który mówi, że: „orzeczenia Trybunału są ostateczne”, ale już kompletnie lekceważy grudniową nowelizację ustawy o Trybunale, zapominając dla politycznej, bo nie prawnej, wygody o treści art.7: „Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa” oraz art.197 Konstytucji RP: „Organizację Trybunału Konstytucyjnego oraz tryb postępowania przed Trybunałem określa ustawa.”

Postępując w taki sposób, profesor Rzepliński wyraźnie demonstruje wolę polityka, pokazuje, że JEGO Trybunał jest ponad prawem, ponad władzą ustawodawczą i wykonawczą, i będzie robił co zechce i czego zechcą ludzie, którzy zamierzają rządzić Polską, niezależnie od wyniku wyborów. Za cenę łamania prawa, profesor kupił sobie miejsce w elitach III RP. Uwierzył w siłę tych elit, ponieważ wie, że we współczesnym państwie władza jest rozproszona i tylko jej część należy i zależy od demokratycznych wyborów. Media, korporacje zawodowe, firmy o znaczeniu krajowym i międzynarodowym są niewybieralnym elementem władzy w Polsce. Profesor Rzepliński postawił właśnie na tę część współczesnej Polski, co zapewniało mu również poparcie elity Unii, połączonej z elitami III RP siecią interesów oraz powiązań światopoglądowych i partyjnych. Wiedząc, że PiS, chcąc rządzić z korzyścią dla większości Polaków, będzie musiała stawić czoła nie tylko przeciwnikom w Polsce, ale i w Unii. I kiedy mówi: „Można nas oczywiście skasować. Tak samo jak można wejść na drogę prawdziwie targowicką, wypisać nas z Unii Europejskiej, z NATO i zbliżyć do wartości Wspólnoty Niepodległych Państw” – znów jest to wypowiedź polityka, nie sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Problem z sędzią Rzeplińskim nie polega na tym, że ma poglądy polityczne i jak sam stwierdził, bliski jest mu system wartości Platformy Obywatelskiej. Problem w jego przypadku zawiera się w pytaniu – czy orzekając, kieruje się poglądami politycznymi? Mówiąc: „ja tej ustawy nie widzę” i orzekając w sprawie nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym z grudnia 2015 roku, dowiódł, że nie prawo i konstytucja są dla niego ważne, ale władza, tak jak w przypadku polityka.

Żyjemy w świecie relatywizowania wartości, na których Europa oparła swój rozwój i pierwszoplanową rolę w świecie. Żyjemy w czasie przebierańców i odwracania pojęć, co daje korzyści jednostkom, ale zabiera sens życia większości. Dlatego PiS mówi o dobrej zmianie. Należy ją rozumieć jako powrót do wartości dla większości, z kontrolą tych, którzy zajmują się odwracaniem pojęć. I dlatego jesteśmy i będziemy pana sędziami, profesorze Rzepliński.