Historia się powtarza, ale nigdy nie jest to ta sama historia

drada według słownika języka polskiego to nie tylko przejście na stronę nieprzyjaciela. Także wydanie kogoś lub czegoś wrogowi lub osobie niepowołanej. Zatem wynoszona poza Polskę dyskusja o tym czy w Polsce jest demokracja czy jej nie ma, jest zdradą interesów Polaków. Jest wydaniem zgody by o Polakach i ich sprawach decydowały osoby niepowołane. Niepowołane z racji postrzegania innych interesów jako ważniejszych w miejsce, choćby i w sporach, ale przez nas samych zdefiniowanej samodzielności.

W tym zamieszaniu spadły pisma i układy. Zdrajcy – krzyczano, lecz do kogo trudno rzec. Polityk przecież w ogóle nie zna słowa „zdrada” a politycznych obyczajów trzeba strzec. (Jacek Kaczmarski ”Rejtan czyli raport ambasadora”)

Największą samodzielność mieliśmy od końca czternastego do końca siedemnastego wieku, spełniając rolę pierwszoplanowego mocarstwa europejskiego. Jedną z przyczyn końca znaczenia Rzeczypospolitej polsko-litewskiej była słabość ustroju szlacheckiej monarchii, z królem wybieranym przez ogół szlachty, w konfrontacji z siłą otaczających nas państw, kierowanych przez władców absolutnych. Wiek osiemnasty stał się czasem rozbiorów zgodnie z odwieczną zasadą, że silniejszy zaspokaja się kosztem słabszego, by bogacić się jego ograniczaniem i biedą. Imperium Osmańskie było za silne by je rozgrabić, a Rzeczpospolita nie.

Skłócony naród, król niepewny, szlachta dzika. Sympatie zmienia wraz z nastrojem raz po raz. Rozgrywka z nimi to nie żadna polityka, To wychowanie dzieci, biorąc rzecz en masse.

Światli i popierani w całej Europie sąsiedzi: Rosja, Prusy i Austria uruchomiły akcję propagandową i zdezinformowały Europejczyków, wmawiając im, dzięki ówczesnym mediom, że Polska posiada ziemie im należne. Ponadto Polacy według tej medialnej nagonki przyczyniali się do europejskich niepokojów swym zacofaniem i brakiem dyscypliny w stosunku do praw, które winni uznawać według opiniujących za wiążące.

Dlatego radzę: nim ochłoną ze zdumienia Tą drogą dalej iść, nie grozi niczym to: Wygrać co da się wygrać! Rzecz nie bez znaczenia, Zanim nastąpi europejskie qui pro quo!

Paradoksalnie ostatnią deską ratunku przed podpisaniem zgód na rozbiór Rzeczypospolitej przez jej Sejm, stał się protest trzech posłów i skorzystanie ze słynnego z negatywnych opinii liberum veto „nie pozwalam” czyli braku zgody posła.

Niejaki Rejtan, zresztą poseł z Nowogrodu, Co w jakiś sposób jego krok tłumaczy mi, z szaleństwem w oczach wszerz wyciągnął się na progu i nie chciał wpuścić posłów w uchylone drzwi.

„Światli” polscy politycy byli na szczęście dla szczęśliwości Europy na miejscu i w pogotowiu.

Poniński wezwał straż – to łajdak jakich mało, Do dalszych spraw polecam z czystym sercem go, Braniskij twarz przy wszystkich dłońmi zakrył całą, Szczęsnyj-Potockij był zupełnie comme il faut.

Patriotyzm według słownika języka polskiego oznacza miłość do ojczyzny i własnego narodu połączoną z gotowością ofiar dla nich.

W 1773 roku Tadeusz Rejtan z Samuelem Korsakiem i Stanisławem Bohuszewiczem protestowali w sejmie przeciwko zawiązaniu się konfederacji czyli ówczesnego Komitetu Obrony Traktatu (nazwa własna) w celu zatwierdzenia rozbioru Polski przez Polaków. Po sukcesie Komitetu, Rejtan chciał uniemożliwić sygnatariuszom wyjście z sali. Postępował tak jak przyrzekał jako poseł: ”bronić całości Polski z narażeniem życia i mienia.” Działał legalnie, nie zrywał obrad, jedynie twierdził, że Poniński jest samozwańczym marszałkiem, dlatego żądał wybrania marszałka przez Sejm.

Wszyscy krzyczeli, nie pojąłem ani słowa. Autorytetu władza nie ma tu za grosz, I bez gwarancji nadal dwór ten finansować To może znaczyć dla nas zbyt wysoki koszt.

Skończyło się jak zwykle.

Wasze wieliczestwo”, na wstępie śpieszę donieść: Akt podpisany i po naszej myśli brzmi. Zgodnie z układem wyłom w Litwie i Koronie stał się dziś faktem, czemu nie zaprzeczy nikt.

A Rejtan? Pozwany przed sąd z inicjatywy członków Komitetu Obrony Traktatu został wyrokiem zaocznym skazany na kary kryminalne i konfiskatę majątku za „ wzburzanie spokoju powszechnego i buntowanie przeciw ojczyźnie”. 8 sierpnia 1780 roku popełnił samobójstwo.

Tak, przy okazji – portret Waszej Wysokości Tam wisi, gdzie powiesić poleciłem go, Lecz z zachowania tam obecnych można wnosić Że nie cieszy się wcale należytą czcią.

Później członkowie Komitetu działali dalej. I były kolejne rozbiory. Znów z pomocą zdrady. Tym razem Komitet nazwano Konfederacją Targowicką.

Ustanowione w czasach nam współczesnych święto państwowe 3 maja każdego roku służy zdrowemu lenistwu wszystkich Polaków. I myślę z nutą nostalgii, że czas ten powinien raczej posłużyć refleksji, co po latach jest uznane za patriotyzm, a co za zdradę. A szybkość upadku mocarstwa pod nazwą Rzeczpospolita spowodowały właśnie zdrady – tych lepszych, wyżej stojących w hierarchii społecznej, Polaków. Takich, którzy wiedzieli lepiej, co jest lepsze dla wszystkich.

Akt abdykacji:

„Imperatorowa i państwa ościenne,

Przywrócą spokojność obywatelom naszym

Przeto z wolnej woli dziś rezygnujemy

Z pretensji do tronu i polskiej korony

Nieszczęśliwie zdarzona w kraju insurekcja

Pogrążyła go w chaos oraz stan zniszczenia

Pieczołowitość nasza na nic się nie przyda

Świadczymy z całą rzetelnością Naszego Imienia”

(Jacek Kaczmarski „Krajobraz po uczcie”.)

Sygnatariusze aktu konfederacji targowickiej oskarżali twórców konstytucji 3 maja: „nigdy jeszcze sztuka zwodzenia w tym u nas nie była widoczna stopniu, w którym się okazała w ostatnich czasach.”

Kiedy pytam Polaków przypadkowo spotykanych w poselskich podróżach, nic nie wiedząc o ich politycznych preferencjach – co takiego stanowiła Konstytucja 3 maja? – zwykle odpowiadają – naprawę państwa. Na pytanie; a na czym polegała? nie odpowiada prawie nikt. O „Komitecie” z Targowicy wiedzą, że to jakaś zdrada, ale kto, gdzie, kiedy i dlaczego? A przecież te pytania, choć dotyczą przeszłości, pozwalają lepiej rozumieć teraźniejszość. Komitet Obrony Demokracji, Platforma Obywatelska to tylko nazwy. Nasza przyszłość zależy od tego, jakie są cele ludzi działających pod tymi szyldami, a jakie pod szyldem Prawa i Sprawiedliwości. Od tego, kogo dzisiaj poprzemy, kogo nazwiemy zdrajcą, a kogo patriotą zależy, jaka będzie najnowsza historia Polski.