Balcerowicz chce się bić z PiS o Polskę

rofesor Leszek Balcerowicz zapowiada ukazanie się jego nowej książki pod tytułem „Trzeba się bić z PiS o Polskę”. A ja rozmyślam o przeszłych i przyszłych dokonaniach Profesora. I dziwię się, że tak wybitny ekonomista uwielbia mówić jedynie o przychodach swych działań, zupełnie zapominając o ich kosztach i elementarnej ekonomicznej prawdzie, że kiedy od przychodów większe są koszty, wtedy nie ma zysku, a jest strata.

Jest taki stary dowcip o bacy, którego sąd skazał za posiadanie aparatury do pędzenia bimbru, choć ten twierdził że nigdy bimbru nie pędził. Po odczytaniu wyroku baca poprosił sąd o skazanie go również za gwałt. Na pytanie sądu, kogo zgwałcił, odpowiedział, że nikogo, ale aparaturę też ma. Przypomniałam sobie ten dowcip, czytając wywiad, jakiego udzielił dziennikarzowi portalu Onet, profesor Leszek Balcerowicz. Wywiad postanowiłam przeczytać, by sprawdzić, czy pan Profesor dalej ma swoje dobre samopoczucie. Czy nadal opiera się głównie na własnych sądach, czy też zauważył udokumentowaną, niepolityczną, a naukową krytykę jego działań w Polsce i wykazywanie, w innych książkach niż jego własne, istniejącej w 1989 roku alternatywy reform gospodarczych w Polsce? Czy krytyka skłoniła go do refleksji? I z przykrością stwierdziłam, że nie, choć odpowiedź na pytanie dlaczego, nie jest już tak prosta i krótka. Zatem do dzieła.

Mówi Pan: ”Teraz szczególnie mnie oburza powrót tej kłamliwej PRL-owskiej propagandy; hasło o „jedności narodu”, którym pośrednio posługuje się PiS, pochodzi przecież z epoki Gierka. Z tego oburzenia trzeba czerpać motywację do działania. Nie można pozwolić na cofnięcie Polski w kierunku PRL.”

Moja babcia mówiła w takich chwilach: ”…taki inteligentny człowiek a….” I miała zwykle racje. Czy naprawdę, dalej nie chce mi się w to wierzyć, uważa Pan, że nie ma różnicy pomiędzy ślepym i pustym PZPR-owskim hasłem „jedność narodu”, a dzisiejszym hasłem PiS o potrzebie „wspólnoty narodowej”? My z PiS jej szukamy, mimo dorabianego nam medialnego wizerunku wichrzycieli. Czy dlatego, że jej szukamy, mamy zrezygnować z przysługujących nam demokratycznych praw? Czy Pan nie dostrzega, że w trwającym politycznym sporze epitety zdarzają się częściej nie nam? I że warto nie o nie się bić, ale o wspólnotę traconą w latach przeszłych z powodu stanowienia o nas najpierw przez hitlerowski Berlin, a później sowiecką Moskwę? Okupacja zawsze wyrywa przepaść pomiędzy tymi, którzy służą okupantowi i obojętną lub czynną resztą. Ja dostrzegam w Polsce problem polegający na tym, że należymy do NATO, oczekujemy od tego sojuszu gwarancji i obrony, ale połowa z nas uważa uznanego za bohatera przez NATO pułkownika Kuklińskiego za zdrajcę, a generała Jaruzelskiego za obrońcę. O ironio, przed sowietami, którym służył wiernie przez cały ich pobyt w Polsce. Ja oczywiście pamiętam także i o tym, że Stany Zjednoczone są we współczesnym świecie hegemonem i przyjęcie Polski w ich krąg zależności musiało nas kosztować, a fakt że Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy finansujące powstanie naszego kapitalizmu są opanowane przez Amerykanów miało znaczenia dla wysokości ceny przyjęcia. W dyskusji z Panem ważne jest jednak to, że polityka międzynarodowa to proste targowisko ze skomplikowanymi transakcjami i stąd taka waga tego, co uzyskuje się i za co – waga tego, jak dużo kosztują przychody. I o tym teraz.

Twierdzi Pan: ”Staram się wypowiadać na tematy ważne dla Polski, stanowiska polityczne mnie nie interesują. W polityce działałem wcześniej nie ze względu na urzędy, lecz ze względu na reformy. Dla Polski był to czas nadzwyczajny, którego na szczęście nie zmarnowaliśmy. Teraz zaczynamy go marnować.”

Ja wiem, przez lata Pan to udowadnia, że Pana nie obchodzi zdanie milionów Polaków, którzy stracili pracę, oszczędności życia, czy w inny sposób zostali wyrzuceni poza pozytywy Pana urzędniczych działań. Uważa Pan, że nie było alternatywy i na tym buduje dobre samopoczucie. Wygodne i bezkarne, gdy lekceważy Pan zdanie moje i innych Polaków, wierząc sobie. Ale naukowych opracowań czy wypowiedzi noblistów z ekonomii już nie powinien Pan traktować tak lekko. Albo zaprzeczy Pan sam sobie, bo nawet w przywoływanym w tym tekście wywiadzie pyta Pan, jakie książki i analizy przeczytał wicepremier Morawiecki. Pewnie Panu sam przy okazji odpowie. Ja wiem, gdzie można znaleźć dowody na to, że się Pan mylił. Joseph E. Stiglitz, (Nobel 2001 z ekonomii) w swojej książce „Globalizacja” pisze, a później dowodzi prawdziwości następującego twierdzenia: ”Globalizacja i wprowadzenie gospodarki rynkowej nie przyniosły spodziewanych efektów w Rosji i większości innych krajów dokonujących transformacji od komunizmu do rynku. Zachód powiedział tym krajom że nowy system gospodarczy przyniesie im bezprecedensowy dobrobyt. Zamiast tego przyniósł bezprecedensową biedę: pod wieloma względami dla większości ludzi gospodarka rynkowa okazała się nawet gorsza, niż przewidywali ich komunistyczni przywódcy. Kontrast między transformacją w Rosji, przeprowadzoną zgodnie z zaleceniami międzynarodowych instytucji gospodarczych (MFW i BŚ przypis własny), a transformacją w Chinach, zaprojektowaną samodzielnie, nie mógł być większy: o ile w 1990 roku produkt krajowy brutto Chin stanowił 60 procent PKB Rosji, o tyle pod koniec tej dekady sytuacja się odwróciła. W Rosji doszło do bezprecedensowego wzrostu ubóstwa, natomiast w Chinach do jego bezprecedensowego spadku.”

Efekt w Polsce w tej samej dekadzie (źródłem tego zestawienia są dane GUS-u): ponad 2 100 000 ludzi pozbawionych pracy, ogólna liczba ludzi bez pracy z ukrytym bezrobociem 4 400 000, wzrost długu zagranicznego brutto 58 000 000 000 $, a przypomnę, że Gierek zostawił 24 000 000 000 $ takiego długu, spadek inwestycji w dochodzie o 10% itd. Do tego spadek PKB o 20% i zlikwidowanych 1675 przedsiębiorstw (źródło: profesor Jerzy Żyżyński wPolityce.pl).

Pan, Profesorze uwierzył w pozory prawdy i dalej zachowuje się tak, jakby hipokryzja była prawdą. Amerykański noblista ma klasę kiedy pisze: „Kraje Zachodu nakłoniły biedne kraje do zniesienia barier handlowych, ale własne bariery utrzymały na nie zmienionym poziomie, uniemożliwiając krajom rozwijającym się wywóz ich płodów rolnych i tym samym pozbawiając je rozpaczliwie potrzebnych dochodów z eksportu. Stany Zjednoczone były oczywiście jednym z głównych winowajców, co głęboko przeżyłem.” Jak Pan przeżywa, inną od swojej, prawdę milionów Polaków? PRL był czasem gospodarki niedoboru, wszystkiego brakowało. Kapitalizm to ustrój nadmiaru i likwidacja konkurencji oznacza bogacenie się bogatych. Czy w 1989 roku Pana koledzy nie mówili Panu tego?

I jeszcze dwie uwagi. Mówi Pan o niezmarnowanym czasie i o tym, że teraz zaczynamy go marnować. Otóż polski profesor, Witold Kieżun w swojej książce „Patologia transformacji” przedstawia kolejne dowody na to, że nie byliśmy jedynie zdani w 1989 na Pana. Świadczy o tym fakt, że Premier Tadeusz Mazowiecki wrzucił do szuflady swojego biurka projekt reform według doświadczeń profesora Witolda Kieżuna. Doświadczeń wyniesionych z jego pracy w ONZ, w krajach afrykańskich i badań nad skutkami ekonomicznego neokolonializmu po wycofaniu się białych okupantów. Profesor Kieżun przestawił ponad czterystustronicowy dowód naukowy na to, ze Pan się mylił i odpowiada za polskie patologie. Może więc niech Pan już nie doradza i wstrzyma się od działań pod hasłem niesienia dobra dla Polaków. Szczerze radzę, bo kiedy nie będzie dzisiejszych, broniących Pana, emocji medialnych, Pana rola w naszej historii zostanie właściwie nazwana. Nie przez rozemocjonowanych rodaków, ale merytorycznych komentatorów. I uwaga druga: rozwój może być oparty o pieniądz z zewnątrz kraju lub z wewnątrz jego gospodarki. Plan wicepremiera Morawieckiego dąży do wzmocnienia polskiej gospodarki głównie przez działania uruchamiające źródła wewnętrzne. Pan to pomija milczeniem lub powierzchowną krytyką w nadziei, że jeśli się PiS-owi nie uda, a zawsze może się coś nie powieść, znów ogłosi się Pan nieomylnym. Ale nie na tym polega propaństwowość i troska o demokrację. Zwracam Panu uwagę, bo nie daje Pan świadectwa zauważania tej prawdy.

Profesor Leszek Balcerowicz: ”Po raz pierwszy od 1989 roku mamy do czynienia z drastycznym atakiem na Trybunał Konstytucyjny. Polska pod tym względem, niestety, zaczyna zbliżać się do Białorusi. Dalej, zwiększająca się władza prokuratury i rozszerzenie upoważnień do inwigilacji społeczeństwa to sygnały alarmowe, które nie pozostawiają wątpliwości, co do kierunku, w jakim PiS chce zmieniać nasz ustrój. Każda władza autorytarna ma w swoim repertuarze także przechwycenie kontroli nad mediami. Takie zapędy może powstrzymać tylko silnie zorganizowane społeczeństwo obywatelskie.”

Pan znów zauważa jedynie to co chce Pan widzieć. Pan naprawdę nie wie jak traktowana jest opozycja na Białorusi? Pan jest zadowolony z działania polskiego systemu sprawiedliwości? Żyje Pan poza powszechnymi doświadczeniami. Dla Pana to dobrze, dla Pana świadomości nie. Proszę o większy wysiłek przy diagnozowaniu. Wiem, że stać Pana na to. Mnie zaimponował Joseph E. Stiglitz, a Panu?

PS. A wracając do dowcipu o bacy, PiS narzędzia ma, dostał je od wyborców. To co budzi mój sprzeciw, to sposób przedstawiania nas. Jesteśmy oskarżani, zanim cokolwiek zrobimy. Nasi przeciwnicy polityczni boją się rozmawiać z nami, boją się szukać kompromisów, bo wtedy legitymizowali by naszą władzę jako demokratyczną, a nie o to przecież im chodzi.