Ad vocem prof. Staniszkis: Czy problemem w Polsce jest PiS, czy raczej skala stojących przed partią zadań, wynikających ze „spuścizny” po PO?

Chylę czoła przed mądrością i moralnością pani Profesor Jadwigi Staniszkis. Ja jestem tylko od zawsze w PiS, a teraz tylko posłanką z listy mojej partii.

prof. Staniszkis

Zdaję sobie sprawę, że nie jestem tak wszechstronnie przygotowana do oceny polskiej rzeczywistości, co od lat robi pani Profesor. Ale też dzięki temu, że nie publikuję swych opinii, a po prostu pracuję na rzecz i dla Polaków, nie postawiłam aż tylu błędnych prognoz, jak pani Profesor. Mierzę się z wywiadem wybitnego badacza, jakim jest pani Jadwiga Staniszkis, a który ukazał się we wczorajszym wydaniu portalu polityce.pl., bo znowu nie we wszystkim pani Profesor ma rację. Mierzę się z Jej wypowiedziami głównie tym co czuję, choć oczywiście jest to także to, co myślę. U mnie co w sercu to i w głowie, po prostu.

Pani Profesor mówi:

Zawsze wspierałam PiS, kiedy był słaby. A kiedy jest mocny, wykazuję jego błędy. Wielu ludzi reaguje podobnie, czując rodzaj rozczarowania.

— i choć jest to zdanie podsumowujące wywiad, zaczynam właśnie od niego, podobnie jak to zrobił portal wPolityce.pl. Z czym się nie zgadzam? Z tym „rozczarowaniem wielu ludzi” .

Czuję, że jest ono przedwczesne i złe dla Polski, dlatego że z jednej strony „przywołani ludzie” mówią o skali zadań stojących przed PiS po okresie rządów Platformy, a z drugiej nie czekają z oceną do czasu aż PiS użyje narzędzi, które teraz gromadzi i już wiedzą jak ich użyje. To tak jakby fakt, że ktoś kupuje pistolet już świadczył, że planuje morderstwo, a nie że użyje go do obrony, gdy to będzie konieczne. W tym przypadku, a mówię o zamieszaniu wokół TK, warto sobie postawić pytanie: czy bez tego narzędzia PiS może wywiązać się z zadania zapowiedzianej przebudowy Polski? Otóż twierdzę, że nie, a czas pokaże czy mam rację.

W odpowiedzi na pierwsze pytanie wywiadu, co Pani sądzi o wrzawie po pierwszych posunięciach Prezydenta i PiS, pani Profesor mówi: ”dostrzegam bardzo niebezpieczne kumulowanie władzy, w sytuacji, kiedy PiS i tak ma jej bardzo dużo w wyniku wyborów”.  I kolejny raz chcę spytać, czy PiS jest w Polsce problemem czy skala stojących przed partią zadań, wynikających ze „spuścizny” po PO? Uważam, że dostrzeganie dzisiaj problemu głównie w PiS, a nie w konieczności wyprowadzenia Polski na ścieżkę dynamicznego rozwoju w jak największej ilości dziedzin, jest szkodliwe dla procesu przeprowadzania koniecznych zmian, o które często pani Profesor także apelowała.

Ocenę działania Prezydenta Dudy także uważam za chybioną. Korupcja niszczy państwo w wielu dziedzinach, Pani to wie, i walka z nią jest nie tylko zabawą w policjantów i złodziei. Poza tym, ja wychowałam się na wsi i wiem, że zanim zje się placek z własnej mąki, wcześniej trzeba rozrzucić gnój na polu. I taka jest kolej rzeczy, również w przypadku naprawy Polski po rządach PO. O nas mówi Pani:

To takie preparowanie, formatowanie ludzi. I tworzenie władzy z ludzi tak sformatowanych albo z miernot ewidentnych”, a o Jarosławie Kaczyńskim: ”… A jest otoczony wieloma miernotami, ludźmi, którzy doszli do tego obozu, oportunistami, którzy w nadgorliwości idą dalej. To jest fatalne. Uważam, że młodzi wyborcy, którzy dali PiS-owi zwycięstwo, odwrócą się. Bo to, co się dzieje jest trudne do strawienia.”

Żadne środowisko nie jest zbiorem ideałów. W polityce też zły pieniądz wypiera lepszy i to jest rzeczywiście problem każdej zbiorowości. Jednak śmiem twierdzić, że dzięki wychowywaniu ludzi w partii przez Jarosława Kaczyńskiego i dyscyplinowaniu przez wykluczenie, nie jest z PiS tak źle, jak Pani uważa. A co do młodych wyborców twierdzę, że nie interesują ich komentarze, ale rezultaty działań. Jeśli zaspokoimy ambicje Polaków i damy lepszą rzeczywistość od tej platformerskiej, poprą nas powtórnie. Zdanie można zmieniać na szczęście często i ludzie to robią, dlatego komentatorzy medialni mają, wbrew temu co się powszechnie mówi, ograniczony wpływ na postawy ludzi. To jednak rzeczywistość, która ich dotyka, kształtuje ostatecznie ich opinie, co pokazały ostatnie wybory.

Zgadzam się z Panią, kiedy Pani mówi:

Współczesna władza polega na tym, że jest synkretyzm. Różne instancje działają według własnej hierarchii, własnej kombinacji wartości, a wspólne jest tylko pole minimalnych standardów, których żadna z tych instancji nie łamie.

Chcę jednak zauważyć, że dalsza część Pani wypowiedzi:

To wymaga zaufania, kompetencji, braku kompleksów, braku potrzeby demonstracyjnych efektów. A wszystko jest inaczej

— nie jest prawdziwa z naszego punktu widzenia.

Nam chodzi o to, by wszystko było inaczej . W polityce liczą się realia i efekty. Zauważyła Pani, jaka jest gotowość innych partii i organizacji do współdziałania w ulepszeniu życia w Polsce? To proszę popatrzeć na dyskusję w Sejmie i głosowanie nad expose Premier Szydło. Dlatego, to nie kompleksy, ale konieczność. Nie możemy odpowiadać za wszystko, prosząc wszystkich o zgodę na nasz i Polaków sukces. W polityce trzeba być skutecznym.

Oczywiście ma Pani rację, nie łamiąc prawa. Ale jak dotąd zarzuca nam Pani tylko tyle, że nie jest tak, jakby Pani robiła to, co my musimy, Ależ tak, robimy po swojemu i to nasza, PiS odpowiedzialność. Odpowiemy za porażki ale nie zmarnujemy szansy na sukces.

Dobra zmiana miała dotyczyć sytuacji społecznej, sprawności państwa. Dobra zmiana byłaby wtedy, gdyby PiS się przemógł i powiedział: kończymy upartyjniać państwo, odtwarzamy służbę cywilną. Bo bez tego się nie da.

I tu znów się z Panią zgadzam co do potrzeby, ale nie co do możliwości. My je musimy stworzyć. Poza tym w polityce liczy się czas i on wymusza kolejność decyzji. Dlaczego czas jest tak waży? Dlatego, że polityka to rywalizacja o władzę, a dopiero po jej zdobyciu odpowiednie jej używanie.

Dobra zmiana to nie jest demonstrowanie, że kontrolujemy obszary, na których pokazujemy, iż nie ma niczego niezależnego i można wszystko łatwo zagarnąć. To obalanie pewnego mitu, który jest potrzebny, żeby ludzie wierzyli w demokrację. Bo demokracja jest podszyta dyktaturą większości, jeżeli ta większość jest duża. Ale tego nie można pokazywać, bo wtedy ludzie nie dostrzegają różnicy między demokracją a totalitaryzmem. To też kwestia umowna, mitu, pewnego stylu, a ten styl jest brutalny. Wynika z odreagowania kompleksów i to jest drażniące.

Nie jest lekarzem, ale bywałam pacjentem. Kiedy lekarz diagnozował i mówił jaki zabieg trzeba wykonać, by przywrócić mi zdrowie, decyzja należała do mnie. Często wiedziałam, że będzie bolało, ale decydowałam się na leczenie. Zastanawiające, ale nie miałam pretensji do lekarza. Do przyczyn choroby zawsze, nawet jeśli przyczyną byłam ja sama.

wPolityce.pl