Czy umiemy jeszcze nazywać rzeczy po imieniu?

Czy umiemy jeszcze nazywać rzeczy po imieniu? Od dłuższego czasu odnoszę wrażenie, że przyszło nam żyć w czasach podobnych do filmowego Matrixa. W sferze polityki, publicznej debaty, w ekonomii, nawet życia prywatnego, to co mówimy i robimy nijak się ma do otaczającej rzeczywistości. Normalne postrzeganie świata stało się zakazaną zbrodnią, obowiązuje jeden punkt widzenia, a samodzielne myślenie zeszło do podziemia.
Wielkie szczęście jakim miało być dla Polski wejście do struktur Unii Europejskiej ,okazuje się kontynentalną klapą ciągnącą większość krajów w ekonomiczny dół, z którego korzystają przede wszystkim wielkie Niemcy.
Mam marną satysfakcję, że od początku uważałam Unię Europejską za ogromny euro-kołchoz, który przyniesie więcej szkody niż pożytku. Już czuję jak rzucają się na mnie euro entuzjaści: jak to , a korzyści z możliwości wyjazdu, z dotacji, z pracy za granicą, z rozwoju kraju za unijne pieniądze.
Odpowiem im tak , nikt nie obliczył ani nie wykazał, że bez tych pieniędzy, ale też bez wpłaty naszej części do kasy unijnej, nasz kraj rozwijał by się wolniej albo gorzej. Nie bylibyśmy za to spętani setkami durnych unijnych przepisów i ograniczeń, które powodują brak konkurencyjności europejskiej gospodarki w stosunku do ekonomicznych tygrysów. Być może ocalałyby polskie stocznie, część górnictwa, rolnictwo bez limitów produkcji , itd., a pieniądze wydawalibyśmy na to co nam potrzebne- a nie na to, na co nam pozwoli Bruksela. Myślę, że przykład Norwegii czy Szwajcarii, pokazuje, że samemu nie znaczy gorzej.
W okresie dwudziestolecia międzywojennego o którym młodsze pokolenie ze względu na specyficzne nauczanie historii, wie z pewnością nie za wiele, potrafiliśmy po 123 latach rozbiorów, trzech systemach prawnych i ekonomicznych, stworzyć państwo, obronić je przed najazdem bolszewików, wybudować od zera port w Gdyni, Centralny Okręg Przemysłowy, stworzyć własną silną walutę i gdyby nie druga wojna światowa bylibyśmy dobrze rozwiniętym krajem , który nie musiałby odrabiać wieloletnich zaległości w różnych dziedzinach.
Gdzie są teraz entuzjaści wprowadzenia euro zamiast złotówki, które okazało się kolejną matrixową iluzją korzystną przede wszystkim dla Niemców. W jakiej sytuacji obecnie bylibyśmy, gdyby tą wspaniałą walutę wprowadzili. Niestety już słychać połajania rządu niemieckiego, że Polska powinna wstąpić do strefy euro, aby pomóc wychodzić jej z kryzysu.
Za chwilę usłużne media wbrew logice i faktom zaczną przekonywać Polaków, że to dla ich dobra, że inaczej nie można bo wykopią nas z salonu. Już nasz minister spraw zagranicznych bez przerwy deklaruje, że tylko dalsze wyrzeczenie się resztek suwerenności i przekazanie ich do Berlina i Brukseli -to jedyna droga jaka nam pozostała. Jakże nasze ,,elity” przypominają mi te z okresu przed rozbiorami z końca 18 wieku, kiedy za pieniądze z obcych dworów sprzedano i rozszarpano ojczyznę.
Nie mam tu pretensji do Niemców, którzy jak miałam okazję się naocznie przekonać, dbają o swój interes narodowy i bogacą się kosztem głupszych. Nie mam jednak wcale ochoty do tych głupszych należeć i spokojnie patrzeć jak rozpada się na moich oczach moje państwo i traci stopniowo niepodległość. Jeśli aspirujemy do roli siły najemnej, roboczej we własnym kraju , to jesteśmy na dobrej drodze.
A może tego wszystkiego o czym pisałam nie ma , może to wszystko Matrix wymyślony przeze mnie.. Obejrzę wiadomości, na pewno się uspokoję.